Archiwum Doliny Miłosierdzia

Na dobre zakończenie karnawału

Były dzieci, była Grupa Kawowa, nadszedł czas na dobrą zabawę wśród singli. Tegoroczna impreza karnawałowa odbyła się w sobotę, 18 lutego. Jak na karnawał przystało podczas balu obowiązywało przebranie. Temat na kostium sprawił, że na parkiecie spotkali się ludzie różnych zawodów.

 

Bardzo silną grupę stanowiła służba zdrowia – lekarki różnych specjalności, wśród nich, z tego co wiemy, nawet pani doktor psychiatra. Biały kitel, stetoskop, strzykawka. Taki widok dawał wszystkim duże poczucie bezpieczeństwa, na parkiecie i nie tylko. A może to był kolejny strajk służby zdrowia? Kto to wie? Jedno jest pewne, gdyby ktoś zasłabł, miałby pomoc medyczną na wyciągnięcie ręki. I niektórzy rzeczywiście ręce wyciągali i chętnie prosili… panie doktor do tańca.

Gdy oko przyzwyczaiło się do bieli fartuchów, zdolne było wyłapać przedstawicielki innych zawodów. Oto „przyleciały” do Doliny dwie stewardesy, pokojówka albo kelnerka (sprawa chyba nadal do wyjaśnienia) i jakaś artystka malarka, jeszcze nieznana w środowisku, ale ponoć utalentowana. Mówią, że ma potencjał, choć farb przy sobie nie miała…  

Wśród męskich zawodów żaden nie miał przewagi. Niektórzy panowie bardzo pomysłowi, niektórzy nieco mniej, ale w zabawie nie ustępowali paniom, więc można im to wybaczyć. Dwaj panowie w garniturach, bardzo eleganccy. Ale jaki to zawód panowie reprezentujecie? Prezenter telewizyjny? Prezenter pogody? Z uwagi na tę niejasność, pani doktor zaleciła kilka tańców w kolorowych perukach, w których, trzeba powiedzieć, eleganckim panom było bardzo do twarzy. Wytrzymali w nich dzielnie do chwili, aż pot zalał im skronie. W końcu zdjęli, z wyraźną ulgą. I słusznie. Bo od nadmiernego rozgrzania głowy za jakiś czas mogliby naprawdę potrzebować specjalistycznej pomocy lekarskiej.

W pewnym momencie, jak grom z jasnego nieba, wszedł na salę przedstawiciel jednostki specjalnej GROM – gwarancja bezpieczeństwa i dobrej zabawy. Pojawił się również mężczyzna reprezentujący niepolsko brzmiący zawód – kowboj, ale kto by się tam czepiał szczegółów. I była także grupa tzw. robotników fachowców, tych, co fach swój reprezentują z dumą. Po prostu znają swoją wartość.

Jednak wisienką na „balowym torcie” był bezapelacyjnie ksiądz proboszcz! Ale ten prawdziwy! Ten przebrany, choć wspaniale wpasował się w strój duchowny i mógł nawet mocno zmylić pytającego „przeciwnika-przeciwniczkę”, wisienką nie był, bo kapłaństwo to powołanie. A prawdziwy ksiądz proboszcz oprócz powołania ma jeszcze inną wielką pasję – taniec. Chętnie dzielił się tą radością z uczestnikami balu, ucząc ich przez parę godzin tanecznych kroków.

Pozdrawiamy wszystkim ludzi pracy! Dzięki za fajną zabawę!